Ratunku! Mój klient ma romans… Z konkurencją

Był sobie stały klient. Albo klientka. Wracający, kupujący, płacący i – co najważniejsze – zadowolony. Ale nagle coś się zmieniło. Rzadsze wizyty, sporadyczne zakupy… Aż wreszcie widzisz, jak paraduje po mieście z torbami z logo Twoich rywali. Albo na podłodze swojego sklepu znajdujesz paragon od konkurencji. Serce pęka, a w gardle ścisk? Zanim zaczniesz ronić łzy, sprawdź, co możesz zrobić, by odzyskać klienta!

 
Nie panikuj Takie sytuacje się zdarzają, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy na rynku bardzo ciężko o bycie jedynym dostawcą danego produktu lub usługi. Klienci rzadko kiedy są bezwarunkowo wierni jednej marce i nawet jeśli są do jakiejś przywiązani bardziej niż do innych, to zdarzają im się skoki w bok. A to skusi ich promocja, a to pragną spróbować czegoś nowego (kto nie ma na to ochoty od czasu do czasu?), a to ktoś im szepnie czułe słówko na temat Twojej konkurencji i chcą to sprawdzić. Ale bez paniki! Nawet jeśli dojdzie do zakupu nie znaczy to, że straciłeś klienta na zawsze. Choć może tak być. Dlatego najpierw…

Przyjrzyj się rywalowi Zastanów się, co sprawiło, że ktoś zdecydował spróbować szczęścia w ramionach konkurencji. Jest taniej? Większy wybór? Kawa gratis? Co jego marka ma takiego, czego Twojej brak? Być może była to kwestia chwilowej promocji i tylko jednorazowy wybór innej oferty. Ale jest też opcja, że chodzi o coś głębszego i trwalszego – szerszy wachlarz produktów czy usług, lepsza obsługa klienta, przyjemniejsze wnętrza… Przyjrzyj się temu i wyciągnij wnioski!

 
Zrób rachunek sumienia Zastanów się, czy wina chociaż częściowo nie leży po Twojej stronie. Czy dalej obsługujesz tego klienta z takim samym entuzjazmem jak na początku? Czy wciąż tak mocno zależy Ci na jego zadowoleniu? Czy może przyzwyczaiłeś się do jego zakupów i wydawało Ci się, że możesz przestać się już tak starać (błąd!). A może doszło do jakiejś mniej przyjemnej sytuacji? Podobno w relacjach międzyludzkich jedna negatywna interakcja może zostać zrównoważona dopiero pięcioma pozytywnymi doświadczeniami z daną osobą! Możliwe też, że po prostu nie masz już niczego nowego do zaoferowania, a inna firma – tak. W takiej sytuacji warto się zastanowić nad poszerzeniem oferty. Przygotuj plan działania Zanim zaczniesz walkę o powrót klienta – dobrze ją zaplanuj. Wypisz wszelkie możliwe opcje działania i przeanalizuj je pod kątem czasu i zasobów potrzebnych na ich wdrożenie. Nie obniżaj nerwowo cen, nie decyduj się nagle na remont albo rebranding. Najlepsze będą te rozwiązania, które przyczynią się do poprawy jakości odczuwalnej przez wszystkich Twoich klientów – nie tylko tych korzystających z usług konkurencji. Dzięki temu możesz zwiększyć szanse na to, że ci wierni będą do Ciebie jeszcze mocniej przywiązani. Zdobywaj klienta codziennie na nowo Niezależnie od tego, czy Twój klient do Ciebie powróci, potraktuj tą sytuację jako cenną lekcję. Zastanów się, jak uniknąć jej powtórki w przyszłości. Pamiętaj, że klient już zdobyty „kosztuje” mniej niż potencjalny przyszły – łatwiej przekonać do kolejnych zakupów kogoś, kto już skorzystał z naszej oferty, niż kogoś nowego. Dlatego właśnie warto dbać o niego zawczasu, a nie tylko, gdy zacznie kupować od konkurencji! Regularnie sprawdzaj zadowolenie z Twoich produktów i/lub usług, dbaj o dobry wizerunek i ciekawą ofertę. Im więcej miłości włożysz w swoj biznes, tym mocniej i wierniej będzie kochany.
 
A Wy jako klienci – jesteście wierni markom czy lubicie skoczyć w bok do konkurencji? Podzielcie się w komentarzach!

 

NAZWA MARKI – jak zwiększyć szansę na miłość od pierwszego usłyszenia?

Eureka! Oto jest – wreszcie czujesz, że znalazłeś nazwę dla swojego brandu. Po wielu nieprzespanych nocach, godzinach rozkmin w pocie czoła i dziesiątkach zapisanych kartek masz przed sobą to jedno słowo (lub dwa), które pozwoli Ci ruszyć z biznesem i zdobyć miliony (fanów i PLN-ów). Gratulacje! Zanim jednak wpadniesz w szał tworzenia logotypu i wydrukujesz milion wizytówek, sprawdź, czy inni pokochają ją równie mocno. Jak?

Prześpij się z nią. Ważne, żeby Twój entuzjazm nie ostygł zbyt szybko. Jeśli dzień po (a najlepiej tydzień po – ale kto tyle wytrzyma?!) dalej masz motylki w brzuchu, kiedy wypowiadasz nazwę na głos i chcesz ją natychmiast przedstawić swoim rodzicom i znajomym, jest duża szansa, że potrwa to dłużej i jest to marka, w którą warto inwestować.

Odmień i sprawdź, czy (Ci) się odmieni Słyszałam kiedyś o dziewczynie, która sprawdzała, czy jej związek jest przyszłościowy, odmieniając nazwisko potencjalnego męża w kontekście jej kariery jako lekarki.* Przyjmijmy, że wyżej wymieniony miał na nazwisko Świrowski. Owo dziewczę sprawdzało jego nazwisko w zdaniach mogących paść z ust pacjentów, np. Idę do Świrowskiej, dr Świrowska jest najlepsza. Brzmi jak wariactwo? Jednak w tym szaleństwie jest metoda! Wciel się w swoich odbiorców i sprawdź, czy Twoja nazwa dobrze brzmi w zdaniach typu:  „Słyszałaś o ____? Fenomenalni!” oraz „Koniecznie zalajkuj profil ______, podobno szykują coś nowego, już zamawiam w ciemno!”.

Zrób test panienki z okienka Własna firma wiąże się z dużą ilością biegania po urzędach, często też będziesz dyktować komuś dane do faktury lub umów. Warto sprawdzić, czy przysłowiowa pani Krysia z okienka w skarbówce ogarnie Twoją nazwę w pierwszym podejściu i bez problemów powtórzy ją lub zapisze. Jeśli nie – zweryfikuj zasoby swojej cierpliwości, przygotuj sobie wizytówkę, by mogła spisywać dane firmy, albo… przemyśl zmianę brandu.

Zapytaj potencjalnych klientów o skojarzenia Ten podpunkt jest nieco ryzykowny, ale warto wykonać to ćwiczenie. Zapytaj kilku przedstawicieli swojej grupy docelowej (najlepiej w miarę zaufanych) o skojarzenia z Twoją nazwą. Może się okazać, że zaślepiony miłością coś przeoczyłeś i reszta świata nie podziela Twojego entuzjazmu, bo nazwa wydaje im się zbyt niepoważna, trudna do wymówienia, dziwaczna itp. Uwaga! Choć te uwagi są zazwyczaj cenne, jestem zdania, że czasem warto zaryzykować i mimo sceptycyzmu otoczenia iść za głosem serca. Osoby pytane o opinię często, chcąc się wykazać, znajdują więcej potencjalnych problemów niż to konieczne. A i zdanie kilku osób może być różne od reszty świata – pamiętaj o tym i nie zrażaj się przedwcześnie!

Zobacz Was razem Nazwa Twojego brandu będzie towarzyszyć Twoim biznesowym działaniom praktycznie non stop. Dlatego powinna świetnie świetnie będzie wyglądać na opakowaniach, w mediach i gdziekolwiek się pojawi. Jeśli nie potrafisz sobie wyobrazić swojej nazwy na okładce czasopisma, a grafik poległ przy próbach przekucia nazwy na wyróżniający się logotyp – przemyśl to jeszcze.

Pomyśl o możliwościach Nazwa to dopiero początek zabawy. Jeśli jest dobra – staje się przepustką do budowania całego świata marki. Przemyca w jednym słowie wartości, które jej przyświecają, pomaga budować pożądany klimat, a nawet ułatwia pisanie tekstów. Jesteś w stanie wyobrazić sobie dalszy ciąg? Widzisz Waszą wspólną przyszłość? Pomyśl, ile możliwości przed Tobą otwiera – im ich więcej, tym mniejsza szansa, że w którymś momencie Cię zablokuje albo szybko Ci się znudzi.

Sprawdź ją w Google (i nie tylko) Koniecznie zweryfikuj, czy Twoja nazwa już gdzieś nie funkcjonuje i nie jest zastrzeżona, zwłaszcza w podobnej branży. Jeśli tak – przykro mi, nie będziecie żyli długo i szczęśliwie. Wpisz ją w Google i wyszukiwarce na Facebooku, sprawdź możliwość założenia konta o tej nazwie w mediach społecznościowych, z których chcesz korzystać i rzuć okiem na bazy takie jak uprp.pl. A jeśli pojawią się wątpliwości – skonsultuj się z prawnikiem!

Poczuj dumę Jeśli powyższe testy zakończyły się pozytywnie – jest duża szansa, że znalazłeś nazwę swojego życia. Gratulacje! Otwórz szampana i ruszaj do działania. A potem podziel się swoją nazwą w komentarzu. *Poznałam też dziewczynę, która zmieniła nazwisko, bo marzyło jej się zostanie chirurgiem… a dr Rzeźnik nie brzmiało zbyt zachęcająco ;)

Biznesowa Skrzydłowa? Czyli kto?

W moim biznesplanie zapisałam, że mój idealny klient lubi oglądać amerykańskie seriale i ma poczucie humoru. Jeśli to czytasz, jest duża szansa, że wpisujesz się w ten opis. A to z kolei zwiększa prawdopodobieństwo tego, że słowo „skrzydłowy” kojarzy Ci się nie tylko ze sportem. Ale zacznijmy od początku.

Przez długi czas zastanawiałam się, jak nazwać to, co robię zawodowo. Przedstawianie się jako copywriter zaczęło mnie nieco ograniczać, bo większości świata kojarzy się wyłącznie z pisaniem. A już sama praca w agencji reklamowej wykracza stanowczo poza stukanie w klawisze. To często tworzenie całych koncepcji kampanii, szukanie inspiracji, tworzenie scenariuszy radiowych i telewizyjnych, wymyślanie niestandardowych nośników komunikatów… A do tego trzeba dodać jeszcze moje (stosunkowo niewielkie, ale spektakularne) doświadczenie w dziedzinie public relations. I umiejętność kojarzenia faktów i ludzi ze sobą. Szukania dziury w całym i znajdowania rozwiązań. A i to nie wszystko.

Najbardziej na świecie lubiłam zawsze doradzać małym firmom. Takim, które rodziły się z pasji i z chęci do podzielenia się ze światem swoim talentem. Które nie dysponowały milionowymi budżetami, ale miały w sobie coś takiego, że chciałam od nich kupować i kupować. Zauważyłam, że wiele osób, które je prowadziły, nie miały czasu, energii, wiedzy, a czasem i odwagi, by odpowiednio się promować. A ja mogłam godzinami wymyślać dla nich nowe sposoby na dotarcie do klientów, podpowiadać im, gdzie szukać osób do współpracy, w co się angażować i dlaczego.

Zależało mi na tym, żeby inni też mieli szansę ich poznać i pokochać. Aż któregoś dnia mnie olśniło – jestem BIZNESOWĄ SKRZYDŁOWĄ.

Tak jak „tradycyjny” skrzydłowy (ang. wingman) pomaga w pubach poderwać dziewczynę, tak ja – jako biznesowa skrzydłowa – wspieram w podbiciu serc klientów. Z małą różnicą – zawsze celem będzie stały związek, bo to on jest podstawą mocnej marki. I nie kończy się na wsparciu na samym początku drogi – pomagam z odpowiednim zaprezentowaniem się światu, ale też w budowaniu pełnych pozytywnych emocji relacji z klientami, a potem nawet niwelowaniu ryzyka wpadnięcia w rutynę.

Wykorzystuję do tego całą wiedzę i doświadczenie z reklamy, promocji, marketingu, public relations i psychologii, oraz mnóstwo wniosków wyciągniętych z burzliwego życia uczuciowego. Miłość była czymś, co zawsze najmocniej mnie napędzało. I wierzę, że może też mieć ogromny wpływ na biznes.

Czy wymyśliłam sobie zawód? Tak. W pewnym sensie zawód miłosny ;) Ale mam nadzieję, że obejdzie się bez rozczarowań!